All for Joomla All for Webmasters
Browsing Category

Analogi

Marrakesz, Ogrody Majorelle

 

Mamy z Jurkiem taką małą tradycję, że zawsze w styczniu staramy się pojechać w jakąś podróż. Wypada nam wtedy zarówno rocznica naszego związku, jak i rocznica zaręczyn, a jako że oboje kochamy podróże, jest to dla nas najlepsza opcja na celebrację tego dnia. I właśnie na ten dzień zostawiliśmy sobie najpiękniejszy ogród botaniczny w Marrakeszu, czyli Jardin Majorelle. Ogrody te należały niegdyś do słynnego projektanta mody Yves Saint Laurenta, któremu zawdzięczają imponującą liczbę 300 różnych gatunków roślin. W Maroko dominują mocne kolory, ale to co zobaczyłam tu, przeszło moje największe oczekiwania i zakochałam się w tym miejscu od razu. Szczególnie, że moim ulubionem kolorem we wnętrzach ostatnio jest niebieski.

Zwykle to ja stoję za aparatem, ale tym razem poprosiłam Jurka, żeby było trochę inaczej. Mam więc dla Was trochę moich analogów poprzeplatanych zdjęciami mojej osoby. Mam nadzieję, że taka tendencja tu już zostanie, bo ileż można sie chować za aparatem 🙂

Czytaj dalej

Marrakesz, część 2

Ulice Marrakeszu tętnią życiem, z każdą godziną zapełniając się coraz większą ilością ludzi. Punk kulminacyjny nadchodzi wieczorem, gdy w ciasnych alejkach poruszasz się razem z tłumem dosłownie już żółwim tępem. Pilnując, by ktoś nie wsadził ci ręki do kieszeni (zdarzyło się!). Do tego, na każdym kroku ktoś czegoś od ciebie chce – albo coś wcisnąć, zaciągnąć do swojego sklepu, do sklepu brata czy kuzyna, albo niby to bezinteresownie wskazać drogę, mimo że wcale o to nie prosiliście. Na koniec zawsze chcą pieniędzy. Na dłuższą metę to męczące. Ilość bodźców potrafi przytłoczyć, a różnica po przekroczeniu progu własnego riadu jest jak niebo a ziemia, szczególnie po całym dniu spędzonym na mieście. Uwielbiam obserwować życie ulicy – to tam chcę spędzać jak najwięcej czasu, gdziekolwiek się wybieram. Ulice tego miasta zapemiętam na zawsze. W Marrakeszu jednymi z najwspanialszych odskoczni od zgiełku, są pałace i ogrody.

Czytaj dalej

Marrakesz, część 1

Macie może tak, że filmy Was do czegoś inspirują? Ja bardzo. Szczególnie, jeśli chodzi o marzenia dotyczące podróży w najróżniejsze miejsca, z którymi potem te filmy bezpośrednio mi się kojarzą. Może to być mała rzecz – na przykład dobrze oddana atmosfera poprzez połączenie muzyki z obrazem wystarczy, by rozbudzić we mnie dzikość serca i wprowadzić mnie w stan niepoprawnego marzycielstwa. Islandia to oczywiście „The Secret Life of Walter Mitty”, Szkocja – „Braveheart”, Tajlandia to wszystkie filmy typu „Kickboxer” albo „Rambo” (z przymrużeniem oka), a Paryż to oczywiście „Amélie”.

Kilka lat temu widziałam film Jima Jarmusha „Only lovers left alive” i o ile fabularnie może nie jest to film zachwycający (co jest zresztą typowe dla filmów tego reżysera), tak atmosferą i stylistyką film ten przemówił bardzo mocno do mojego wnętrza i odcisnął mocne piętno na poczuciu estetyki, które zostanie ze mną na zawsze. Część filmu dzieje się w marokańskim mieście Tanger, gdzie w asyście genialnej dla mnie muzyki pod osłoną nocy przemierzamy z bohaterami wąskie ulice tamtejszej medyny. Zakochałam się w tym filmie i zapragnęłam pojechać do Maroko. Gdy tylko dowiedziałam się, że ruszyły bezpośrednie połączenie z Krakowa do Marrakeszu podjęliśmy decyzję, że pojedziemy tam na nasz coroczny styczniowy wyjazd rocznicowy. Temperatura w okolicach 18 stopni, minimalna dla Marrakeszu, była dla nas i tak plusem podczas zimy.

Czytaj dalej

Trochę Poznania, trochę Krakowa

 

Jok na swoim ulubionym miejscu w kuchni

Nasz ostatni pobyt w Poznaniu był dla mnie bardzo wyjątkowy. Pierwszy raz od wielu lat przepełniony był wewnętrznym i zewnętrznym spokojem. Ponoć uśmiechem przyciąga się uśmiech, to może równowagą przyciąga się równowagę? Jeszcze tego nie wiem, ale co wiem na pewno, to to że były to najlepsze święta w moim dotychczasowym życiu i będą one wyznacznikiem dla wszystkich następnych. Chyba faktycznie tak jest, że gdy poukłada się chociaż trochę siebie, rzeczy układają się też dookoła.

Czytaj dalej

Nasze mieszkanie – Before & after

 

Zapraszamy również na studiozapraszam.pl  gdzie znajdziesz nasze gotowe projekty wnętrz.

Dział „Wnętrza” na blogu postanowiłam rozpocząć z lekkim przytupem i podzielić się z Wami pierwszy raz zdjęciami sprzed i po remoncie naszego mieszkania.

Szukając niedawno tych zdjęć „przed” pomyślałam sobie – jak to dobrze, że jestem fotografem i fotografuję wszystko, co się wokół mnie dzieje. Ależ byłaby szkoda, gdybym nie znalazła ich gdzieś w meandrach mojego dysku zewnętrznego – wszak te cykle before&after zawsze są efektowne, a teraz dzięki temu możecie zobaczyć, jaką kompletną ruderą było to mieszkanie, gdy zobaczyliśmy je po raz pierwszy, i kiedy zakochaliśmy się w nim od pierwszego wejrzenia.

Czytaj dalej

Zakopane

Mieszkam w Krakowie już pięć lat, a dopiero pierwszy raz byłam w Zakopanem. I jeny, ale mi się podobało! Zarówno architektura, nieco oderwany klimat tego miejsca od reszty kraju, jak i cudowna zimowa aura zostaną mi w pamięci na długo i na pewno będę się tak jeszcze wybierać. Szczególnie, że w zimowych górach również byłam pierwszy raz.

To moje nowe ulubione zdjęcie Jurka. Szczególnie bliskie są dla mnie te momenty, w których ten groźny zazwyczaj z wyglądu facet wygląda łagodnie jak baranek, kiedy na mnie patrzy, gdy robię mu zdjęcie. Kocham Cię gościu!

Czytaj dalej

Praga

Pod koniec października wybrałam się na długo oczekiwany przeze mnie wyjazd w odwiedziny do jednego z moich przyjaciół, Antka, który z Poznania przeprowadził się do Pragi, by tam żyć i studiować. Gdy byłam późną nastolatką, moim ulubionym pisarzem był Bohumil Hrabal i od tamtego czasu bardzo mi się marzyło pojechać do tego miasta i przemierzać ulicę Hrabalowym szklakiem.

W Czechach byłam raz, jako małe dziecko. Z rodzicami byliśmy w górach, przekroczyliśmy na pieszo granicę i pamiętam z tego jedynie tyle, że smażony ser był przepyszny, a pan ze straży granicznej kazał wyrzucić mojemu tacie butelkę absyntu, który ten usiłował przemycić. Nie miałam wtedy też paszportu, i jako niewinne dziecko nie znające jeszcze wtedy pojęcia kłamstwa „dla dobra sprawy”, na pytanie pana w mundurze gdzie on jest, zamiast powiedzieć tak jak rodzice, że zostawiliśmy go w domu, powiedziałam słodkim głosikiem „mama mi zrobi”. Jakaś „ciocia” wytargała mnie wtedy za rękę, żebym siedziała cicho. Anyway, to moje poprzednie jedyne wspomnienia z Czech, a Pragę chciałam odwiedzić od bardzo dawna, wszak każdy mówił, że jest ona przepiękna. I jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że nawet nie wyobrażałam sobie jak bardzo.

W Pradze byłam tylko przez weekend, w dodatku bez Jurka, postanowiłam więc na ten jeden raz odpuścić swoje zapędy „fotografa ulicy” i przemienić się choć trochę w typową turystkę. Choć i tak nie do końca. Raz mogę 😉

Dziękuję Ci przyjacielu za ten wyjazd.

Czytaj dalej

Top