All for Joomla All for Webmasters

6



Marrakesz, część 1

Macie może tak, że filmy Was do czegoś inspirują? Ja bardzo. Szczególnie, jeśli chodzi o marzenia dotyczące podróży w najróżniejsze miejsca, z którymi potem te filmy bezpośrednio mi się kojarzą. Może to być mała rzecz – na przykład dobrze oddana atmosfera poprzez połączenie muzyki z obrazem wystarczy, by rozbudzić we mnie dzikość serca i wprowadzić mnie w stan niepoprawnego marzycielstwa. Islandia to oczywiście „The Secret Life of Walter Mitty”, Szkocja – „Braveheart”, Tajlandia to wszystkie filmy typu „Kickboxer” albo „Rambo” (z przymrużeniem oka), a Paryż to oczywiście „Amélie”.

Kilka lat temu widziałam film Jima Jarmusha „Only lovers left alive” i o ile fabularnie może nie jest to film zachwycający (co jest zresztą typowe dla filmów tego reżysera), tak atmosferą i stylistyką film ten przemówił bardzo mocno do mojego wnętrza i odcisnął mocne piętno na poczuciu estetyki, które zostanie ze mną na zawsze. Część filmu dzieje się w marokańskim mieście Tanger, gdzie w asyście genialnej dla mnie muzyki pod osłoną nocy przemierzamy z bohaterami wąskie ulice tamtejszej medyny. Zakochałam się w tym filmie i zapragnęłam pojechać do Maroko. Gdy tylko dowiedziałam się, że ruszyły bezpośrednie połączenie z Krakowa do Marrakeszu podjęliśmy decyzję, że pojedziemy tam na nasz coroczny styczniowy wyjazd rocznicowy. Temperatura w okolicach 18 stopni, minimalna dla Marrakeszu, była dla nas i tak plusem podczas zimy.

Duże miasta w Maroko charakteryzują się tym, że mają swój jeden kolor. Marrakesz jest czerwony, co na pewno nie umknie Waszej uwadze na reszcie zdjęć. Niezwykłe to doświadczenie, budynek po budynku, ulice i osiedla, miejsca bogatsze i ruiny, wszystko czerwone. Właściwie każdy budynek jest w takim samym przykurzonym odcieniu.

Gdy przyjechaliśmy, temperatura wynosiła około 14 stopni. Za dnia rosła, w nocy zaś spadała do około 6. Amplituda daje się we znaki, odczuwalnie było nam naprawdę zimno. Rozpoczynaliśmy dni od niemal krótkiego rękawka, kończyliśmy na czapkach i szalikach. Jeden poznany Marokańczyk powiedział nam, że jak na Maroko jest teraz wyjątkowo zimno, dlatego wszyscy chodzą w długich szatach z kapturami, które z tej okazji wyciągnęli z szafy. Był to więc dość niecodzienny widok, sporo osób chodziło w tym ubiorze i na tle pustynnego klimatu wszyscy wyglądali jak Obi-Wan Kenobi na planecie Tatooine. Szczególnie dobrze to wyglądało, gdy stali tak przy sklepie, na którym widniał wielki napis „SOLO” 😉

Urzekło mnie to stoisko z wystawką samej świeżej mięty – Marokańczycy bez umiaru piją miętową herbatę z ogromną ilością cukru.


Pierwszy raz, gdy weszliśmy na ulicę z sukami zostaliśmy oszołomieni, szczególnie, że nasz riad znajdował się w samiutkim centrum Marrakeszu, czyli w środku największego zamieszania. Feeria barw, zapachów, kształtów, wszechobecnego hałasu oraz tłumów skutecznie zakręciła nam w głowach. Straganiarze głodnie wyciągają ręce do turystów, szczególnie tych wyglądających jak kompletne świeżaki w temacie arabskiej kultury, czytaj oglądających się dosłownie na wszystko i reagujących na każde ich zawołanie.

Właściwie jedna z pierwszych rzeczy, jaka się stała, to wzajemnie się trochę zgubiliśmy. Jak dzieci zafascynowani wszystkim co nowe, jedno poszło w jedną, drugie poszło w drugą, a panuje tam taki rozgardiasz, że łatwo o stracenie siebie z oczu. Kontrolowanie krzyknęłam „Jurij!” i co miłe, panowie zaraz zrobili raban i Jurek znalazł się raz dwa. Nawet nie zdążyłam zacząć się denerwować.  Ten Pan na zdjęciu zażądał zdjęcia w zamian za pomoc, z jakiegoś powodu ten mój okrzyk był dla niego tematem do podśmiechujek z nas. Chciał zdjęcie, bo pewnie był z siebie dumny, że nie ruszając tyłka z tego motoru zaaranżował taką sprawną akcję ratunkową dla zagubionej turystki. Nie marnuję kliszy na takie rzeczy, ale zgodziłam się, tak więc oto nasza jedyna turystyczna tego typu pamiątka 😉

Typowy wygląd ulicy w medynie, szczególnie w porach popołudniowych – trzeba się nieźle przeciskać i uważać, by nie zostać rozjechanym przez skutery.

Ulice z sukami (suk – nazwa arabskiego targowiska) ciągną się kilometrami, chodząc po nich ma się wrażenie, jakby nigdy miały się nie skończyć. Na szczęście wystarczy pójść w trochę bardziej nieoczywiste strony, by znaleźć się w miejscach, gdzie nie ma już żadnych białych ludzi i toczy się prawdziwe życie, czyli to, co najbardziej mnie interesuje i jest świetnym tematem do fotografowania.

Dotarliśmy do miejsca, gdzie garbuje i farbuje się skóry, które potem przerabiane są na wszelkiego rodzaju skórzane wyroby sprzedawane turystom na targowiskach po horrendalnych cenach.

Królestwo dla wnętrzarza 🙂

Tu jestem szczęśliwa, bo cała ta siata mandarynek kosztowała nas całe 1 zł. Jedliśmy je przez cały wyjazd i były przepyszne.

Nasz codzienny widok, ulica z riadem i sklepik vis a vis.

Trochę Andy Warhol 😉

Koniec części pierwszej, niedługo kolejna dawka zdjęć, a potem obszerny wpis z wrażeniami 🙂

Zdjęcia wykonałam na filmie Agfa Vista Plus 200.

Podobne wpisy

6 komentarzy  

  • Reply
    DS
    Luty 9, 2018 at 9:43 pm

    Widać w Waszym życiu pasje, zaangażowanie i wielką miłość do tego, co robicie i gdzie aktualnie jesteście! I chyba o to w tym wszystkim chodzi! 😉 podzielam Waszą stronę! 🙂
    Ps. Mieszkanie macie…. Wow! Bajka i jeszcze raz bajka!
    Pozdrawiam z Poznania

    • Reply
      Morazmora
      Luty 9, 2018 at 9:59 pm

      Jej, ale miło 🙂 Dziękujemy! Cieszymy się, że to widać 🙂

  • Reply
    Martyna
    Luty 10, 2018 at 12:24 pm

    Piękne zdjęcia! Mam wścibskie pytanie jakim aparatem robisz analogi?
    Pozdrawiam!

    • Reply
      Morazmora
      Luty 10, 2018 at 1:01 pm

      Dziękuję bardzo 🙂 Canonem EOS 3

  • Reply
    Miko
    Luty 10, 2018 at 5:04 pm

    Skoro robisz posty ze zdjęciami analogowymi, to myślę, że fajnie by było, gdyby zawsze w takim poście pojawiała się informacja jakiej kliszy używałaś. Dla osób, które również preferują fotografię analogową, to zawsze ciekawa sprawa 🙂

    • Reply
      Morazmora
      Luty 10, 2018 at 5:05 pm

      Masz rację! Dzięki za tip 🙂

    Napisz komentarz

    Top